Wesele Wielopolskie
dodano: 04-02-2011
Dziedzictwo kulturowe Ziemi Wielopolskiej to także zwyczaje, obyczaje i obrzędy kiedyś tak powszechne wśród miejscowej ludności. Mimo, iż region ten zamyka się w okręgu o promieniu zaledwie około dziesięciu kilometrów, to i tak w poszczególnych wioskach obecnej gminy, tj.: Broniszów, Brzeziny, Glinik, Nawsie i Wielopole Skrzyńskie, wykształciły się odmienne nieco zachowania. Wpływ na to miały warunki rozwojowe oraz kształtowana więź - nie bez wpływu ze strony przybyszów jak m.in. kadry nauczycielskiej, księży, urzędników, a także po prostu „przyżenionych” do poszczególnych środowisk. Podobnie rzecz się ma z obrzędami weselnymi, niby podobne we wszystkich wioskach, choć lokalnie ubogacane. Ogólnie mówiąc wesele z czasów naszych Dziadków i Babć trwało blisko tydzień, nie biorąc pod uwagę zmówin niejednokrotnie przeciągających się ze względu na rozbieżności w racjach majątkowych rodziców przyszłej pary młodej. Długość zmówin, gdzie indziej zwanych swatami zależała od operatywności faktora (swata), który jeszcze w okresie międzywojennym pobierał za tę przysługę worek pszenicy. Swat lub sważka przynosiły do domu oblubiennicy butelkę wódki prosząc o kieliszek, kiedy matka panny młodej podała naczynie był to znak, że wyraża zgodę na ślub córki. Kolejny, nieodzowny do szczęścia młodych element to zrękowiny, polegające na złączeniu rąk narzeczonych chustą najczęściej ułożoną na chlebie, dla zapewnienia dobrobytu. Kiedy już dano na zapowiedzi, na tydzień przed weselem panna młoda i starsza drużka przechadzały po wsi prosząc znajomych i dobrodziejów o błogosławieństwo oraz uczestnictwo w zaślubinach. W innej wiosce to muzykanci z młodym chodzili „po znajomych” odgrywając i prosząc na ślub. W dniach poprzedzających wesele zaproszeni swacia (młodzi kawalerowie) posługiwali w domu weselnym rąbiąc drwa, układając podłogę czy szlachtując wieprzka, zaś drużki znosiły jajka, ser masło i śmietanę usługując przy tym kucharce. W dniu wesela miał miejsce obrzęd błogosławieństwa wprzód w domu młodego, a później pani młodej, gdzie kapela intonowała rzewną pieśń „Serdeczna Matko”. Na drogę do kościoła nie mogło zabraknąć w koszyku swaszki (najstarszej dróżki) szyszek, małych bułeczek z pszennej mąki rzucanych w tłum gapiów i dzieci, z biegiem lat bułeczki zastąpiły cukierki. Drużba z kolei dbał aby mieć coś w zanadrzu na wypadek urządzenia tzw. bramy. Z bramami niejednokrotnie wiązały się kłopoty. Kiedy w jednej wsi bramy urządzano przed ślubem, denerwował się ksiądz oczekujący na orszak niejednokrotnie już na dziedzińcu kościoła. Z kolei bramy przeciągające się „po kościele”, np. w Brzezinach, doprowadzały do pasji kucharkę odgrzewającą kolejny raz uszykowany poczęstunek. Wielkość wesela na Wielopolszczyźnie oceniano głównie po ilości końskich zaprzęgów ciągnących tzw. półkoszki lub wasążki, przyozdobione jałowcem, wstążkami i kwiatami. Dobór par dróżek i swatów to niemal odrębny rytuał wyboru partnera i przypinania bukietu z kwiatów, najczęściej mirtu. Na weselnym przyjęcie tańce rozpoczynała para młoda, zaś swacia zobowiązani byli bawić się z powierzoną każdemu drużką. Zabawę i poczęstunek rozpoczynał obrzęd tłuczenia naczynia, co miało zapewnić szczęście młodej parze. O „moralną” stronę zabawy dbały czujne babcie rozsiadłe wokół podłogi lub boiska, wówczas gdy wesele odbywało się na klepisku stodoły. Kiedy około północy niepostrzeżenie zamykała się w komorze pani młoda, następowały gorączkowe jej poszukiwania i przygotowania do oczepin, kończące się wniesieniem panny młodej na ramionach swatów. Znać było wówczas, że czas panieński młodej małżonki na dobre się skończył i pora jej dołączyć do grona statecznych matron wioskowych. Kiedy ucichły poprawiny następował czas pokładzin, a gdy małżonkowie doczekali się potomstwa, opowieść zaczynała się od początku lecz już z udziałem kolejnego pokolenia.
R E K L A M A
Aktualności
Najnowsze wideo
Najnowsze zdjęcia
1126467 odsłon portalu


















